Zwycięzca konkursu na najciekawszy strójVI Bieg Izerski
1 marca 2003
(start 12.00 ± 15 min.)

Jak to zwykle w Orlu bywa, impreza udała się wyśmienicie. W tym roku najważniejszym elementem Biegu Izerskiego ocenianym przez zespół sędziowski był strój narciarza biegowego. Żadna konwencja nie obowiązywała, dlatego stroje były przeróżne :-).

Krótka relacja Stefana Potockiego z imprezy:

W sobotę 1 marca 2003 odbył się w Orlu kolejny Bieg Izerski. W założeniu, spotkanie miało charakter bardziej towarzyski niż sportowy. Niemniej jednak trzeba było na nartach zaliczyć 12,5 km pętlę z Orla pod Działem Izerskim do turystycznego przejścia granicznego nad stacją kolejową Harrachov i z powrotem do Orla „Drogą Banku Zachodniego”.

Po pięknym czwartku i piątku sobota nie zapowiadała się najlepiej. W piątek wieczorem niebo się zachmurzyło i zamiast nocnego lekkiego mrozu przyszła odwilż. Rano kropił nawet drobny deszcz. Jednak w miarę upływu czasu aura się poprawiła na tyle, że koło południa pokazało się już słoneczko i biuro biegu postanowiło pracować na świeżym powietrzu. Za pięć dwunasta zawodniczki i zawodnicy ustawili się do startu. Część z nich z ochotą poddała się kontroli antydopingowej. Punktualnie w samo południe około 60 osób ruszyło na trasę.

I wszystko szło dobrze, dopóki nie wyprzedziłem „Małpy”, która chciała się odegrać za ubiegłoroczną porażkę. Po tym przyczepiła się do mnie jak rzep ..., i kiedy ja, męcząc się pokonywałem kolejne kilometry, ona zamiast zostać daleko z tyłu nie odstępowała mnie ani na krok. Później wycięła mi ten sam numer, który ja jej zrobiłem w ubiegłym roku – wyprzedziła mnie na najgorszym podejściu i uciekła. Takie są te dzisiejsze kobiety. I jak tu je lubić? Zrezygnowany dotarłem do mety, gdzie od głównego sędziego usłyszałem, jaki mam doskonały czas. Ale co z tego, na podium stanęła „Małpa”. Pocieszałem się tylko tym, że gdyby tak za mną nie goniła, to na podium oglądałaby tylko swoje konkurentki.

Po przybyciu na metę na uczestników czekało rozpalone na śniegu ognisko, kiełbaski, gorąca herbata, zrobiony przez Marysię bigos i wiele innych, również pozakulinarnych atrakcji. Następnie organizatorzy wręczyli ufundowane przez sponsorów nagrody. Nagrodzonych zostało pierwszych sześciu panów, oraz pięć pierwszych pań i szósta na mecie „Małpa”. Niektórzy otrzymali specjalne wyróżnienia za stroje. Najbardziej podobał się przybyły zza południowej granicy zawodnik ubrany w garnitur w jodełkę (pumpy + marynarka) skarpety podkolanówki, wyposażony w drewniane narty z wiązaniami typu kandahary.

Później był bieg na małej pętli dla małolatów, bieg trójek (trzy osoby na jednej parze nart) – bez kijków, rzut kłodą, ... i na zakończenie konkurencja sprawiająca najwięcej radości kibicom, tzn. „robienie za Małysza”. Na zaimprowizowanej mini skoczni należało przejechać tak, by nie ominąć progu. Punktowana była odległość „lotu” i najlepiej wykonany telemark. Gdy słońce chyliło się ku zachodowi, utytłani w śniegu zawodnicy powoli zaczęli zdążać w gościnne progi schroniska, gdzie przy kominku i dźwiękach akordeonu fetowano radość ze wspólnego przeżywania kolejnego spotkania „na Orlu”. O zmierzchu przybyli ostatni zawodnicy (z gitarą). Oni również zostali nagrodzeni. Czekał na nich specjalny puchar, i to lepszy od tych, które otrzymali zwycięzcy, bo pełny. Czasami warto przegrać. Tej soboty cisza nocna zapanowała dopiero w niedzielę.

Galeria zdjęć z biegu

powrót